Zaginione horyzonty – recenzja

Zaginione horyzonty – recenzja

Juan Zanotto należy do rysowników, których kreskę rozpoznaje się po jednym kadrze. W „Zaginionych horyzontach” robi wszystko sam – pisze, rysuje i koloruje – i zabiera nas na pustynną planetę, gdzie konfederacki porucznik i Amazonka z Górnych Krain wpadają w historię znacznie dziwniejszą, niż sugeruje okładka.

Polskie wydanie zbiera pięć części argentyńskiej serii „Horizontes perdidos”, czyli 328 stron przygody w kolorze. To komiks tylko dla dorosłych i od pierwszych stron nie udaje, że jest inaczej. Czytało nam się go z przyjemnością, choć Zanotto-scenarzysta wyraźnie przegrywa tu z Zanottą-rysownikiem.

Na dwa wieczory

328 stron · twarda oprawa · zamknięta historia

Dan Darnell i Falka na Alphardzie IV

Porucznik Dan Darnell dostaje od Matki rutynowe zadanie: sprawdzić korytarz HPQ 27 przy Alphardzie IV. Rutyna kończy się szybko, bo w kwadrancie 743 dzieje się coś, czego nie przewidują żadne procedury. Równolegle poznajemy Amazonki z Górnych Krain, które przemierzają pustynię na grzbietach dingo i dobrze wie, że największym zagrożeniem nie są tu pustynne robale, tylko mężczyźni.

Prawdziwy pomysł Zanotty wychodzi na jaw, gdy w grę wchodzi eksperymentalny konwerter materii organicznej. Za jego sprawą porucznik Darnell zmienia płeć i zaczyna żyć jako Falka. Żołnierz, który dotąd patrzył na świat z pozycji silniejszego, sam staje się celem zaczepek, targów i męskich spojrzeń. To odważny ruch jak na przygodówkę o kosmicznych żołnierzach i Amazonkach, a Zanotto wyciska z niego i humor, i całkiem poważne obserwacje o tym, jak traktuje się kobiety.

Alphard IV to planeta, na której brakuje wody, a o przetrwanie walczy się codziennie. Zanotto buduje ją z rozmachem: osady w rodzaju Casapueblo, twierdza Amazonek, bandyci, wojskowa technika Konfederacji i zwierzęta, jakich nie spotkacie nigdzie indziej. Odkrywanie kolejnych zakątków tego świata sprawia dużo frajdy.

Plansze: materiały wydawcy Lost in Time.

Rysunki, dla których sięga się po ten album

Zanotto był mistrzem anatomii i widać to na każdej stronie. Sylwetki są plastyczne, ruch czytelny, a projekty pojazdów, strojów i stworzeń mają w sobie fantazję dawnych magazynów przygodowych. Kompozycja stron jest przemyślana – oko samo prowadzi przez akcję, nawet w najbardziej zatłoczonych scenach.

Kolory też nakładał sam autor i widać, że myślał o nich razem z rysunkiem, a nie po fakcie. Pustynne pejzaże Alpharda IV mają swoją temperaturę, a kosmiczna część opowieści wyraźnie odcina się od plemiennego świata Amazonek.

W scenach akcji Zanotto czuje się jak ryba w wodzie. Ucieczki, zasadzki i starcia z bandytami mają energię i rozmach, a mimo tłoku w kadrze łatwo nadążyć, kto jest gdzie i co właśnie się stało.

Erotyka jest tu stałym składnikiem. Zanotto chętnie i z wdziękiem rysuje ciała, ale nie każdy czytelnik przyjmie tak dużą dawkę nagości z uśmiechem.

Naszym zdaniem

„Zanotto rysuje jak mistrz i bawi się konwencją jak łobuz – scenariusz nie zawsze nadąża, ale od tych stron trudno oderwać wzrok.”

Gdzie Zanotto-scenarzysta gubi wątek

Scenariusz skacze. Seria powstawała w odcinkach dla magazynu i to czuć: rozdziały kończą się nagłymi zwrotami, a kolejne zaczynają się tak, jakby kilka scen wypadło po drodze. Część wątków pobocznych urywa się bez słowa, a niektóre rozwiązania spadają z nieba w ostatniej chwili.

Drugi problem to erotyka, która czasem zjada sens sceny. Zdarzają się momenty, gdy akcja staje tylko po to, by bohaterka mogła się pokazać, a groźba przemocy wobec kobiet służy raz za komentarz, raz za ozdobnik. Konwerter daje Zanotcie świetne narzędzie do mówienia o płci, a autor nie zawsze z niego korzysta.

Postacie drugiego planu bywają płaskie, zwłaszcza mężczyźni z osad, którzy mają do odegrania głównie jedną rolę. Na szczęście Falka ma charakter i bez trudu niesie tę opowieść na własnych barkach.

Zanotto w pełnej krasie, z kilkoma rysami

„Zaginione horyzonty” to dla nas przede wszystkim popis rysownika. Opowieść bywa nierówna i nie zawsze wie, czego chce, ale pomysł z konwerterem jest tak przewrotny, a świat Alpharda IV tak bogaty, że łatwo wybaczyć jej potknięcia. Jeśli znacie „Barbarę”, dostaniecie tego samego autora w bardziej szalonym, kosmicznym wydaniu.

Dobrze, że polskie wydanie podaje tę historię w jednym tomie. Czytana ciągiem, a nie w odcinkach, wybacza część skrótów, bo szybciej łapie się rytm Zanotty i jego poczucie humoru. Najlepiej czytać ją bez pośpiechu, zatrzymując się przy detalach świata, które autor upycha w tłach.

Dla kogo?

Dla dorosłych miłośników klasycznej fantastyki w duchu „Barbarelli” czy „Druuny”, którzy w komiksie cenią przede wszystkim rysunek i nie boją się erotyki. Czytelnicy „Barbary” Zanotty poczują się jak w domu. Kto szuka zwartej, logicznie poprowadzonej intrygi albo komiksu, który można zostawić na stole przy dzieciach, powinien sięgnąć po coś innego.

Plusy
  • Zanotto w szczytowej formie rysownika
  • Przewrotny pomysł z konwerterem materii
  • Alphard IV – pustynny świat pełen pomysłów
Minusy
  • Scenariusz skacze i urywa wątki
  • Erotyka czasem zjada sens sceny
Tytuł: Zaginione horyzonty
Wydawca: Lost in Time
Autor: Juan Zanotto
Gatunek: Science fiction
Rok wydania: 2026
Stron: 328
Szukamy ofert…

Jeśli spodobał Ci się komiks „Zaginione horyzonty”

Najczęściej zadawane pytania

Czy Zaginione horyzonty to komiks dla dorosłych?

Tak. Wydawca oznacza go jako komiks tylko dla dorosłych – są w nim sceny erotyczne i przemoc.

Co zawiera polskie wydanie Zaginionych horyzontów?

Album Lost in Time zbiera pięć części serii „Horizontes perdidos” Juana Zanotty – łącznie 328 stron w kolorze, w twardej oprawie.

Czy Falka ma dalsze przygody?

Tak, w oryginale Zanotto kontynuował losy bohaterki w osobnej serii „Falka”. Po polsku ukazały się na razie „Zaginione horyzonty”.

Tekst z pomocą AI · zawiera linki afiliacyjne

Tagi:
Najnowsze premiery
Bezimena
sob 31.10
Shaman King - tom 27
śr 04.11
Shaman King - tom 27
Bakemonogatari - tom 16
czw 05.11
Bakemonogatari - tom 16
Fairy Tail - tom 60
czw 05.11
Fairy Tail - tom 60
Fairy Tail - tom 61
czw 05.11
Fairy Tail - tom 61