Piąty tom „Red Hood. Outlaws” pełni podwójną funkcję. Z jednej strony kontynuuje historię Artemidy, Jasona i Briana, z drugiej jest już wyraźnym pożegnaniem z całą serią. Patrick R. Young nie próbuje więc jedynie dostarczyć kolejnej porcji superbohaterskiej akcji. W centrum opowieści stawia pytania o wolność, własne wybory i cenę, jaką czasem trzeba zapłacić za życie na własnych zasadach.
Punktem wyjścia jest Artemida, która trafia do Valhalli – miejsca stworzonego dla wojowniczek pragnących wreszcie odłożyć broń. Pomysł jest interesujący przede wszystkim dlatego, że stawia bohaterkę w sytuacji pozornie sprzecznej z jej dotychczasowym życiem. Wojowniczka, która przez lata funkcjonowała w świecie konfliktów, otrzymuje możliwość rozpoczęcia spokojniejszego rozdziału.
Problem w tym, że spokój nie zawsze oznacza wolność. I właśnie na tym kontraście opiera się jedna z najciekawszych warstw tego tomu.
Jason i Brian ruszają na ratunek
Nieobecność Artemidy szybko zaczyna niepokoić Jasona i Briana. Ich wyprawa ratunkowa prowadzi oczywiście do serii starć z Amazonkami, infiltracji pilnie strzeżonych miejsc i efektownych scen akcji. Young dobrze rozumie jednak, że sama dynamika nie wystarczy, szczególnie w ostatnim tomie.
Dlatego kolejne konfrontacje służą również pokazaniu relacji między bohaterami. Jason, Brian i Artemida różnią się charakterami, doświadczeniami oraz sposobem patrzenia na świat, ale właśnie te różnice sprawiają, że drużyna działa. Nie jest to grupa bohaterów połączonych wyłącznie wspólnym celem. Ich relacje mają własną dynamikę, a wydarzenia z Valhalli zmuszają ich do zastanowienia się nad tym, czego naprawdę chcą.
To sprawia, że historia nie sprowadza się do prostego schematu „bohaterowie kontra przeciwnicy”. Za kolejnymi pojedynkami kryje się pytanie, czy życie pozbawione konfliktów rzeczywiście musi być życiem pozbawionym ograniczeń.
Red Hood. Outlaws stawia na akcję, ale nie zapomina o bohaterach
Pod względem fabularnym piąty tom pozostaje komiksem bardzo dynamicznym. Starcia z Amazonkami i akcje w pilnie strzeżonych lokacjach zapewniają odpowiednie tempo, a historia nie grzęźnie w przesadnie długich dialogach czy ekspozycji. To szczególnie istotne w przypadku serii wywodzącej się z Webtoonu, gdzie rytm opowieści został pierwotnie podporządkowany publikacji w odcinkach.
Przystosowanie materiału do wydania drukowanego nie odbiera mu tej energii. Kolejne fragmenty tworzą stosunkowo zwartą historię, choć można odnieść wrażenie, że mnogość zawartych tutaj rozdziałów momentami wpływa na nierówne tempo. Niektóre wątki mogłyby dostać odrobinę więcej miejsca, zwłaszcza że jest to finał całej serii.
Mimo tego Youngowi udaje się doprowadzić najważniejsze tematy do satysfakcjonującego punktu. Nie chodzi przy tym o wielkie, przełomowe wydarzenia dla całego uniwersum DC, lecz o bardziej osobiste domknięcie historii Outlaws.
Nico Bascuñán dobrze czuje superbohaterską akcję
Warstwa graficzna dobrze współgra z charakterem opowieści. Nico Bascuñán otrzymał materiał, który wymaga zarówno sprawnego przedstawiania walk, jak i uchwycenia bardziej spokojnych momentów. Dzięki temu komiks nie wygląda jak ciąg następujących po sobie pojedynków.
Szczególnie dobrze wypadają sceny akcji. Dynamika ruchu, wyraziste sylwetki oraz odpowiednio mocne kadry pomagają utrzymać tempo opowieści. Jednocześnie graficzna strona albumu pozostaje podporządkowana bohaterom – nie próbuje przytłaczać historii efektownością dla samej efektowności.
W przypadku publikacji pierwotnie tworzonej z myślą o Webtoonie ważne jest również to, jak materiał sprawdza się po przeniesieniu do klasycznego albumu. Tutaj całość zachowuje swoją czytelność i odpowiednią płynność.
Finał „Red Hood. Outlaws” wypada lepiej niż zwykłe pożegnanie
Największą zaletą piątego tomu jest to, że pod efektowną warstwą superbohaterskiej przygody kryje się opowieść o wyborze własnej drogi. Artemida, Jason i Brian zostają postawieni przed pytaniami, które są znacznie bardziej uniwersalne niż kolejne starcie z przeciwnikiem: czego właściwie chcą, gdzie czują się naprawdę sobą i czy bezpieczeństwo zawsze powinno być ważniejsze od niezależności.
Nie wszystko zostało rozwinięte w równym stopniu, a momentami można mieć wrażenie, że finał mógłby być jeszcze bardziej rozbudowany. Mimo to jest to udane zakończenie serii, które pozostawia po sobie coś więcej niż tylko kolejną porcję komiksowej akcji.
„Red Hood. Outlaws. Tom 5” dobrze wykorzystuje swoją pozycję finałowego tomu. Jest dynamiczny, momentami zaskakująco refleksyjny i przede wszystkim skupiony na bohaterach. To przyjemne zwieńczenie historii, która potrafiła połączyć superbohaterską awanturę z nieco poważniejszym pytaniem o to, czym właściwie jest wolność.
Red Hood. Outlaws – tom 5

Dziękujemy wydawnictwu Story House Egmont za udostepnienie egzemplarza do recenzji.





















